Muszę przyznać, że gdy pierwszy raz usłyszałem o animacji Star Trek: Lower Decks nie byłem zachwycony. Opis serialu mówił o pierwszej komediowej produkcji w tym uniwersum. Serial komediowy jakoś za cholerę mi nie pasował do tego świata. Pierwszy zwiastun nie wywołał u mnie zachwytu. Dlatego do obejrzenia animacji usiadłem z ciężkim sercem.

Po obejrzeniu pierwszego odcinka byłem oszołomiony. Jakie to jest wyborne. Za jednym zamachem obejrzałem cały sezon składający się z dziesięciu części. Serial nie jest przeznaczony dla najmłodszego odbiorcy… chyba 😉 Co jakiś czas padnie w nim soczyste przekleństwo, co prawda wypikane ale jest. Już w pierwszym odcinku jest więcej krwi niż w we wszystkich sezonach serialu z Kirkiem. Humoru jest pełno, sama czołówka powoduje pojawienie się uśmiechu na twarzy. Serial powinien spodobać się przeciętnemu zjadaczowi chleba. A fan Star Treków powinien być zachwycony. Chociażby tym, że co chwila wyłapie jakieś nawiązania do innych produkcji takiej jak Następne Pokolenie, Voyager, Stacja Kosmiczna i Oryginalna seria (też ta animowana).

Fabuła serialu kręci się wokół czwórki członków najniższych rangą (to osoby z jedną kropką na kołnierzyku) załogi statku U.S.S. Crritos. W skład bohaterów wchodzą: Marriner zdegradowany oficer, która ma gdzieś wszystkie dyrektywy i wytyczne floty. Jej przeciwieństwo Boimler, nadgorliwy służbista, który chce za wszelką cenę awansować. Rutherford uzdolniony inżynier z cybernetyczną wstawką w czaszce. Ostatnim członkiem wesołej gromady jest nadmiernie optymistyczna Tendi. Mimo przeciwieństw tworzą bardzo udany zespół do tak zwanego drugiego kontaktu, zadań specjalnych (zazwyczaj z przypadku) i do tych trochę mniej specjalnych.

Serial po przez nawiązania do innych produkcji z uniwersum Star Treka oraz pewnym zabiegom (nie będę nic pisać aby nie zdradzić) wpisuje się w kanon, mimo swojego komediowego zacięcia. I może właśnie przez to, że parodiuje klasykę oceny w Internecie są mieszane, od tych bardzo złych po te bardzo dobre. Oczywiście „betonowi” fani Treka będą marudzić i kręcić nosem, że serial rujnuje wszystko to za co kochają to uniwersum. Tacy ludzie znajdą się w każdym fandomie. Ja pomimo, że jestem wielkim fanem, uważam ten serial za bardziej Star Trekowy niż Discovery i Picard razem wzięte. Osoby, które nie znają tego uniwersum ale podobają im się produkcje takie jak „Final Space” czy „Rick and Morty” powinny być zadowolone z seansu.