Obiecana druga część recenzji Command & Conquer Remastered.
Tym razem skupimy się na drugiej części cyklu, która jest swoistym prequelem do całej sagi o tyberium. Taki chyba był pierwotny zamysł studia Westwood, ale później zmieniono koncepcję i zrezygnowano z tego pomysłu, zmieniając go w samodzielny świat z własną historią. Druga i trzecia część, była już zabarwiona lekkim humorem i mocno kontrastowała z powagą zimnej wojny części pierwszej.
Czerwony Alarm, czyli Red Alert, jest dla mnie tytułem bardzo ważnym i niezwykle sentymentalnym. Nie wyobrażam sobie mojej top listy najlepszych gier, bez tego konkretnego tytułu. To dzięi tej grze, gatunek RTS na stałe zagościł w moim życiu gracza, przez ponad dwie dekady, nadal utrzymuje się w czołówce gatunków goier, choć nie mamy za wiele udanych produkcji tego właśnie rodzaju. Tym bardziej cieszy udany remaster serii. Na Metacritic, portalu poświęconemu zbieraniu różnych recenzji dotyczących filmów, seriali i gier, najnowszy tytuł studia Petroglyph osiąga poziom 83 / 100, i stale się zwiększa. Daje to obiektywnie bardzo dobrą ocenę. W pełni zasłużenie!
Wracając do samego tytułu, powita nas znajoma animacja helikoptera atakującego rosyjski czołg. Po czym dostaniemy menu, z wieloma możliwościami o czym pisałem wcześniej. Ponieważ mechanika gry i interfejs, są właściwie identyczne jak w Command & Conquer, o którym pisałem ostatnio, poruszę sprawy inne. Takie, jak choćby niesamowitą ilość materiałów dodatkowych, odblokowywaną w trakcie gry. Znajdziemy tam między innymi, nagrania prób scen, choreografię, śmieszne zdjęcia ( śpiącego Stalina – Dynarskiego), czy zdjęcie jedzącego Pizzę Kane’a – Josepha Kucana. Widać także, że część ekipy programistów, także była zaangażowana w wstawki filmowe, jak choćby udział Franka Klepckiego.

A mówiąc o muzyce, uważam, że Red Alert ma NAJLEPSZĄ ŚCIEŻKĘ DZWIĘKOWĄ z całej serii C&C. Wyjątkiem będzie muzyka z DUNE 2000, ale to temat na inny wpis. Wracając do naszego tematu, rozbudowana szafa grająca, pozwala na DOWOLNE mieszanie i ustawianie ścieżek dźwiękowych z obu odświeżonych części gry.

Kampania w grze, podzielona jest na dwie części główne: losy Aliantów i Sowietów. Oczywiście w ramach remastera, otrzymaliśmy także wszystkie misje dodatkowe, oraz sekretne! Mamy zatem pełny dostęp, i możemy cieszyć się z przeżywania klimatu gry po raz kolejny! Filmy przerywnikowe w reżyserii Kukana, są na prawdę dobre, a ich jedynym mankamentem, jest ich jakość i dość krótki czas trwania.
Szczegółowość gry jest zachwycająca! Pisałem już o tym wcześniej, ale warto to podkreślić jeszcze raz. Pod każdym względem gra jest bliska ideałowi, ale grafika to mistrzostwo świata. KAŻDA jednostka i każdy budynek jest odnowiony, dzięki czemu możliwie było zastosowanie szczegółowych tekstur. Dodatkowa możliwość przybliżania i oddalania pola bitwy, tylko pomaga w rozkoszowaniu się takimi widokami:

Pozstają jeszcze dwa tematy, o których napiszę później, z racji braku możliwości głębszego ich testowania. Pierwszym z nich jest muliplayer, w którego zdążyłem co prawda zagrać ( i wydaje się, że wszystko jest w porządku!), to jednak mała ilość rozgrywek, nie pozwala mi być w tej sprawie obiektywnym.

Drugim i chyba także ważnym tematem, jest możliwość edytowania samego kodu gry, w postaci gotowych modów! O ile edycja gry na platformie Steam jest bezpośrednio spięta z Steam Workshop, tak wersja na Originie (którą posiadam), nie ma już takiej możliwości. Być może, będzie trzeba takie mody ściągać ręcznie?
Ostateczny werdykt jest absolutnie na plus. 10/10 Jako fan serii polecam gorąco. Za 69.90 otrzymujecie DWIE gry, odświeżone i dostosowane do współczesnych komputerów. Najlepszy remaster, w jakiego miałem przyjemność zagrać.
Liczę, że ludzie z Lemon Sky i Petroglyph nie spoczną i ruszą z następnymi remasterami RA 2 i Tiberian Sun już niebawem!

