Space Ghost – geneza

Jeśli tak jak ja, jesteście dziećmi lat 80 i 90 XX wieku, to z pewnością nie obce są Wam postaci z wytwórni Hanna – Barbera, takie jak Scooby Doo, Flinstonowie czy Kosmiczny Duch. Ten ostatni, to zapewne jedna z tych, które mogły zostać przegapione przy natłoku innych świetnych tytułów tej firmy.

Pierwsza seria seriali powstała już w latach 60′ i była kolejną już próbą ukazania przestrzeni kosmicznej, jako naturalnego miejsca dla wartkiej akcji, kolorowych bohaterów i przerażających potworów. Kreskówka „Space Ghost” miała to wszystko. Pomimo tego utworzono zaledwie jeden sezon z 42 odcinkami. Później postać Ducha użyto do zupełnie innej formy rozrywki, swoistego talk show. Jednak w żadnej formie wcześniejszej nie ukazano genezy naszego bohatera. Zrobił to dopiero duet: Joe Kelly i Ariel Olivetti w 2007 roku na łamach komiksów DC. Do serii okładki zaprojektował i wykonał legendarny artysta Alex Ross.

I tak to właśnie się stało, że dzięki pracy tych osób, wreszcie poznajemy genezę Kosmicznego Ducha! Mimo ewidentnie infantylnego serialu animowanego i prześmiewczej wersji talk show, początki Ducha nie były tak wesołe i kolorowe. Jako praworządny agent specjalny Taddeus Bach, wpada w kłopoty za sprawą złego i skorumpowanego przełożonego, który morduje jego najbliższych, oraz pozostawia go na śmierć na opuszczonej planecie. Tam to, za sprawą tajemniczego inżyniera dawno zaginionej rasy, bohater uzyskuje specjalne bransolety, o których mówi się, że są niesamowitą bronią, zdolną do wielkich zniszczeń. Dodatkowo otrzymuje specjalny pas grawitacyjny, pole maskujące i tajemniczy statek kosmiczny. Taddeus wyrusza po zemstę, lecz na jego drodze pojawiają się osierocone bliźnięta Jan i Jace. One radykalnie zmieniają bohatera, który postanawia od teraz działać dla dobra ogółu, a same dzieci bierze pod swoje skrzydła. Jak wiemy z późniejszych przygód, dzieciaki stały się pełnoprawnymi partnerami Kosmicznego Ducha w walce z kosmicznymi zagrożeniami.

Komiks jest napisany bardzo ciekawie. Olivetti robi bardzo dobrą robotę jeśli chodzi o rysunki, ale brakuje mu tej epickości, jaką zachwycają okładki Alexa Rossa. Niezależnie od tego, polecam lekturę każdemu fanowi tej postaci.

Dodaj komentarz